|
Aktualności | O nas | Konferencje | Seminaria | Publikacje | "Tygryski" | Kontakt | Linki | Mapa serwisu |
Artykuły
|
|
|
Artykuły
|
|
|
W ROSJI BYŁ NAJGORSZY NA ŚWIECIE NEOLIBERALIZM
Grzegorz Kołodko to nazwisko równie znane Polakom co Leszek Balcerowicz. To Kołodko zapewnił temu krajowi stabilny wzrost gospodarczy po odejściu z politycznej sceny autora polskiej "terapii wstrząsowej", Balcerowicza. Współautor polskiego cudu gospodarczego, obecnie współpracujący z uniwersytetem w Yale i międzynarodowymi organizacjami finansowymi, podzielił się z IZWIESTIJAMI tajnikami sukcesu "terapii bez szoku". - Przyjechał pan do Rosji w nie najlepszych czasach. Jaki był powód pańskiego przyjazdu? - Miałem wolny tydzień na uniwersytecie i uznałem, że ntrzeba popracować, a nie wypoczywać. Spotykałem się z wieloma ekonomistami: z Szochinem, Aganbegianem, Niekipiełowem, Gajdarem, Liwszycem i Szmielowem. - I jakie są pana wrażenia po tych spotkaniach? - Jestem większym optymista niż wy. Tu w ogóle nie ma optymistów. Wszyscy mi mówią, że Rosja ma trzy scenariusze - zły, najgorszy i katastroficzny. W dodatku jest to zdanie polityków prawicowych, lewicowych, profesorów i posłów. Drugie spostrzeżenie - koncentrujecie się tylko na kwestiach krótkoterminowych. W ogóle brak u was strategii. "Wszystko zależy od budżetu na przyszły rok, od porozumienia z MFW, od tego co osiągnie rząd Primakowa". Zgadzam się, trzeba rozmawiać z MFW i uchwalić budżet. Potrzeba krótkoterminowego programu stabilizacji, ale w ramach długoterminowej strategii rozwoju i integracji z gospodarka światową. Tak, to ogromny problem, jak wyjść z kryzysu i dokonać przejścia do gospodarki rynkowej. Kryzys rosyjski jest bardzo złożony, to nie tylko kryzys finansowy, ale strukturalny, moralny i polityczny. Kryzys na kryzysie. Nie sądzę, żeby w Rosji możliwy był wzrost gospodarczy w latach 1999-2000, ale może się pojawić już w 2001. Powiedziałbym tak: jest światełko w tunelu. Tylko na razie nie wszyscy wiedzą, gdzie jest ten tunel. Dlatego mówią: pożyjemy, zobaczymy. A ja odpowiadam, że nie ma czasu, trzeba pracować i po 17 godzin na dobę, siedem dni w tygodniu. Pracowałem w międzynarodowych organizacjach finansowych, tam też jest to podejście "pożyjemy, zobaczymy". Ale jak będziemy siedzieć i czekać, to niczego dobrego nie zobaczymy. - Wszyscy się jednak od nas odwracają. Można odnieść wrażenie, że na najbliższe czasy Rosję spisano na straty. - Wolałbym, żeby nikt Rosji nie spisywał na straty, to byłby poważny błąd. MFW już popełnił trochę błędów. - Na przykład jakich? - Zgadzał się na podtrzymywanie takiego kursu rubla, którego nie dało się utrzymać. Zgadzał się na politykę wysokiego oprocentowania, opartą o inwestycje spekulacyjne. Taka gospodarka nie mogła funkcjonować. Należało znacznie więcej dokonać w dziedzinie reform strukturalnych. Nie można doprowadzić do wzrostu gospodarczego tylko dzięki stabilizacji rubla. Trzeba było wcześniej być równie wymagającym co teraz. - Dzisiejsza sytuacja Rosji przypomina sytuację Polski w chwili, kiedy pan obejmował stanowisko wicepremiera ds. gospodarczych. Rządy liberalne, które przeprowadzały "terapię szokową", zastąpił w Polsce rząd posocjolistyczny. Ale rząd, w którym pan odpowiadał za gospodarką, naszym zdaniem prowadził politykę liberalną. Czego więc w tej polityce było więcej - socjalizmu czy liberalizmu? - Po roku 1993 przeszliśmy od szoku bez terapii do terapii bez szoku. Nie było tak ciężko, jak w Rosji, ale procesy były podobne: opóźnienia wypłat dla sfery budżetowej, wysoka inflacja, rząd usiłował zmniejszyć wydatki na ochronę zdrowia i oświatę, rosło bezrobocie, banki były w trudnej sytuacji. Nie mieliśmy normalnych stosunków z międzynarodowymi kredytodawcami. Co zrobiliśmy? W ramach strategii rozwoju Polski zmieniliśmy politykę gospodarczą. Wprowadzaliśmy reformy instytucjonalne. Wielu mówiło, ze to socjalizm, interwencja państwa. Oni gadali, aja robiłem swoje. W latach 1994-1997 PKB sumarycznie wzrósł o 28%, inflacja spadła z 37% do 13%, bezrobocie - z 17% do 12%. Wielu znalazło sobie prace w drobnej przedsiębiorczości, której też daliśmy wsparcie. Nie mawialiśmy, ze gospodarka rynkowa sama wszystkiego dokona, bo jeszcze nie była to w pełni gospodarka rynkowa. Oprócz tego skomercjalizowaliśmy sektor państwowy. Tam tez pojawił się dochód i wzrost. Co do Rosji, to myślę, że tak, jest tu coś wspólnego. Co prawda, na samym początku transformacji mieliśmy lepsze warunki niż wy. Pod koniec lat osiemdziesiątych mieliśmy już sektor prywatny, ponad połowa cen to były ceny swobodne, działał ustawy antymonopolowe i mieliśmy ustawę o bankructwie. Tak, był też "szok". Jednak w ciągu tych trzech lat (1994-97) udało się nam od niego uciec, bo działał mechanizm polityczny. To, czy kogoś nazwiemy lewicowcem czy prawicowcem, to zwykła demagogia. Bardzo dużo uwagi poświęcaliśmy utrzymaniu poziomu życia, walce z bezrobociem, podwyższaliśmy wydatki na szpitale, szkoły, na emerytów. Z tego punktu widzenia był to program lewicowy. Co do zdolności konkurencji, efektywności, polityki pieniężnej, był to twardy, "liberalny" program. Kontynuowaliśmy prywatyzację, byliśmy nadal otwarci dla gospodarki światowej. Wszystko to da się połączyć. - Z pewnością, przy zrównoważonym budżecie. Co jednak w przypadku, gdy brak pieniędzy? - Jest taki pogląd, że jak polityka społeczna, to nie budżet. My jednak staraliśmy się zachować równowagę. Deficyt budżetowy był, ale dodruku pieniędzy nie było. W roku 1992 deficyt wynosił 6% PKB, zaczęły się zatory płatnicze przedsiebiorstw, budzetu, banków. Co to za terapia? W roku 1993 deficyt budżetowy był już mniejszy - 3%, w r.1997 - 1,5%. Teraz wynosi około 2%. Nic się jednak na to nie poradzi, jeśli nie będzie wzrostu gospodarczego. Bo nie wystarczy po prostu powiedzieć "trzeba zmniejszyć wydatki budżetu". Trzeba zwiększać jego dochody. - Ale pan docenia zasługi Balcerowicza, który zaczął reformy? Przecież najtrudniej jest temu, który zaczyna. - Tak, oczywiście, sądzę jednak, że reformy można było przeprowadzić przy mniejszych kosztach społecznych. W Polsce, tak samo jak u was, należało szybciej zacząć reformy instytucjonalne. Ale jedno jest zaskakujące. U was właściwie nikt nie przyznaje się do błędów. Wszyscy mówią: ja miałem rację, błędy popełniali inni. Kiedy półtora roku temu Jelcyn wprowadził do rządu Anatolija Czubajsa i Borysa Niemcowa, Gajdar powiedział mi: że Rosja byłaby w sytuacji Polski, gdyby kontynuowano jego politykę. To nie tak. Gdybyśmy po roku 1992 kontynuowali tamtą politykę, bylibyśmy tam gdzie Rosja jest teraz." Dziś zapytałem go, czy teraz się ze mną zgadza. Powiedział, ze nie do końca. "Z pewnością, gdybyś ty w swoim czasie nie prowadził twojej polityki, w Polsce byłoby gorzej, niż jest teraz, ale jednak lepiej niż w Rosji." Trzeba było tez i w Rosji zmieniać politykę, ale wasi reformatorzy nie zdążyli tego zrobić. - Jednak ten sam Gajdar uważa, ze nie da się przeprowadzić reform bez poparcia w parlamencie. A myśmy tego poparcia nie mieli. Wielu dobrych pomysłów nie można było zrealizować. - Ja też, zdarzało się, musiałem walczyć w parlamencie, ale miałem argumenty i program. Oczywiście, posłowie zawsze "lepiej" wiedzą, co należy zrobić. Nie sądzę jednak, żeby w Rosji zawsze brakowało tego poparcia. Brakowało wam woli politycznej. Mówi się, że przedstawiciele zorganizowanej przestępczości trzymaja pieniądze w Szwajcarii. I co? I nic. Przez dziesiatki lat istniały "uśpione konta" ofiar Holocaustu. Teraz zaczęto zwracać te pieniądze. Filipinom udało się osiągnąć powrót do kraju pieniędzy byłego prezydenta Marcosa. Państwo musi mieć wole polityczną. - W tezach "planu dla Rosji" proponuje pan wspomożenie wielu sektorów gospodarki: drobnej przedsiębiorczości, wielkich przedsiębiorstw, sfery budżetowej. Z czego, skoro środki są bardzo ograniczone? - Bo nie tylko, i nie przede wszystkim pieniędzmi. Trzeba stworzyć warunki dla biznesu, okazać techniczną pomoc małym przedsiębiorstwom, rozpocząć walkę z przestępczością. Tutaj potrzebne są radykalne środki, nie można po prostu czekać. Bo inaczej ludzie nigdy nie uwierzą prawdziwym biznesmenom. Trzeba, by działała milicja, sądy, potrzebny jest prosty system podatkowy, ulgi, kiedy się inwestuje w produkcję. Wtedy pieniądze nie zostaną wydane na Cypr, czy na kolejny mercedea. U was przecież prawie cały biznes jest "dziki" - to szara strefa gospodarki. - Dlaczego jednak w Polsce się udało, a u nas nie? - Niektórzy sądzą, że to kwestia dwóch czynników: historii i kultury. Nie tej kultury, do której należy Lermontow czy Czajkowski. Ale kultury płacenia podatków, zwracania kredytów. Jeśli jednak wszyscy mówią "tylko głupi płaci podatki" - to nie kultura, to chaos. Chaos dżungli. Nie zgadzam się jednak, że to wystarczające wyjaśnienie. Jest jeszcze jeden, bardzo ważny czynnik. Mięliśmy dobrą politykę, opartą na dobrej ekonomii. A wy mieliście najgorszy na świecie postkomunistyczny liberalizm.
Swietłana Babajewa Andriej Kolesnikow
|
|
|
|
|||||